Moja wizja zawodzi. W wieku czterdziestu lat. To już się wydarzyło.

Okulary udało się uratować. Świat nagle przestał być zamazany. Nie zastanawiałam się nad soczewkami – krople do oczu to dla mnie problem. Korekcja laserowa też mnie nie interesuje.

Ale jest jeden problem.

Prysznic.

Mam świetną służącą. Naprawdę ją szanuję. Zmienia moje butelki co tydzień. Zamienia szampon i płyn do mycia ciała. Doprowadza mnie to do szału. Nie czytam znaków. Po prostu wybieram to, co wydaje mi się właściwe, biorąc pod uwagę pamięć i napięcie mięśniowe. Przyzwyczajenie to poważna sprawa.

Hotele łamią ten zwyczaj.

Za każdym razem butelki kosztują inaczej.

Nie mogę polegać na ich lokalizacji. Dlatego staram się czytać etykietę. Tekst jest mikroskopijny. Aby to przeczytać, trzeba mieć wzrok, którego po prostu nie mam pod parującym i mokrym prysznicem.

Oto mój aktualny rytuał.

Wchodzę pod prysznic. Noszenie okularów. Pamiętam ułożenie butelek. Wychodzę. Zdejmuję okulary. Wracam.

Zawsze zapominam zdjąć okulary zanim się zmoczę. Albo zostawiam je na szafce nocnej. Potem znowu muszę wyjść. Weź je. Wejdź do kabiny. Wychodzić. I wdrap się z powrotem.

Dlaczego to jest takie trudne?

Naprawa nie wymaga wiele. Większa czcionka. Ciemniejszy atrament. Tło o wysokim kontraście. To wszystko.

Hotele kupują te produkty higieniczne na całą paletę. Mogliby określić czytelną czcionkę jako standard marki. Podstawowe doświadczenie użytkownika. Nawet w obrębie tej samej marki niespójności są ogromne. Niektóre etykiety Marriott to ledwo czytelne bazgroły, inne, jak linia białej herbaty, są doskonale czytelne.

Dbałość o szczegóły jest często ważniejsza niż budżet.

O to właśnie chodzi. Masz produkt. Używaj go poprawnie. Skoncentruj się na tym, jak ludzie faktycznie się czują podczas korzystania z niego.

W przeciwnym razie skończysz z gośćmi myjącymi swoje ciała odżywką do włosów. Albo włączają prysznic. Stoją tam zmieszani. Jaka butelka? Nie mam pojęcia.

Wychodzą. Kapie zimna woda. Poślizgnęli się. Zalana jest podłoga w łazience. Drżą, dopóki nie znajdą właściwej butelki i nie wczołgają się z powrotem pod gorącą wodę.

To nie jest poranny rytuał. To jest tor przeszkód.