Wszyscy trzej piloci British Airways zachorowali podczas lotu z Hyderabad na londyńskie lotnisko Heathrow, ale samolot nie zawrócił. Lot BA276 był w drodze do Londynu, kiedy załogę w kabinie dotknął zatrucie. Jeden z pilotów był tak osłabiony, że na wysokości 9 000 metrów konieczne było podanie mu tlenu. Kapitan i drugi pilot pozostali za sterami podczas kontynuowania 10,5-godzinnej podróży, a ich stan się pogarszał.
To nie był przypadek. Wszyscy zjedli to samo śniadanie w swoim hotelu przed lotem.
Dlaczego kontynuowali lot?
Podczas lotu długodystansowego trzyosobowa załoga jest potrzebna nie do kontroli rezerwowej, ale do relaksu. Standardowa procedura dla lotów trwających powyżej dziesięciu godzin dopuszcza rotację okresów odpoczynku członków załogi w specjalnym nabrzeżu. Jednak ten system działa tylko wtedy, gdy wszyscy są gotowi do lotu. Kiedy jeden z pilotów utracił zdolność do wykonywania lotów, pozostali dwaj nadal posiadali uprawnienia do latania samolotem. Kapitan nadal miał drugiego pilota. Na pokładzie było technicznie wystarczającej liczby licencjonowanych pilotów, aby móc wylądować.
Ale czy byli bezpieczni?
Zarówno kapitan, jak i drugi pilot, który przeżył, również cierpieli na objawy choroby. Podaje się, że po wylądowaniu w Londynie ich stan znacznie się pogorszył. Złożyli raporty bezpieczeństwa lotniczego i przekazali próbki biologiczne do badań. Lekarze nadal badają przyczyny.
Związki zawodowe pilotów twierdzą, że nie jest to odosobniony przypadek. Źródła podają, że wcześniej wpłynęły „dziesiątki skarg” na warunki sanitarne w anonimowym hotelu w Hyderabad. Jednak British Airways nazywa to „niektórymi pojedynczymi doniesieniami o chorobach”. Linia lotnicza umieściła teraz załogi w innym miejscu zakwaterowania.
Rzeczywistość medyczna
Krążą pogłoski, że jeden z pilotów przeszedł 12-godzinną operację chirurgiczną. To nie jest prawda. Wydaje się, że jest to historia, która zostaje przesadnie rozdmuchana, gdy wiadomości rozchodzą się późno w nocy. Nie wierz w to.
Wiemy jednak, że obaj pozostali piloci zostali osłabieni. Przepisy stanowią, że członkowie personelu pokładowego nie mogą wykonywać swoich obowiązków, jeżeli choroba czyni ich niezdolnymi do pełnienia obowiązków lub jeśli wątpią w swoją zdolność do bezpiecznego ich wykonywania. Kapitan ponosi ostateczną odpowiedzialność za decyzję o kontynuowaniu lotu lub awaryjnym lądowaniu. Czy on sam podjął tę decyzję? Prawdopodobnie tak. Na czym opierał się? O nasileniu objawów, lokalizacji samolotu, poradach medycznych drogą radiową i dostępności odpowiednich lotnisk do lądowania. Dalsza podróż na Heathrow była skalkulowanym ryzykiem, a nie reakcją paniki.
Stare nawyki trudno wykorzenić
Piloci British Airways muszą jeść różnorodne posiłki, aby jeden zły posiłek nie wyłączył całej załogi z pracy. Zwykle oznacza to różne posiłki na pokładzie samolotu. Ale tutaj cała załoga podzieliła się śniadaniem w hotelu. Wielki błąd.
To nie pierwszy przypadek, gdy żywność grozi zakłóceniem lotu. Pamiętamy 5 marca 1980 r. Transamerykański lot 209 leciał z Los Angeles do Chicago. Kapitan Clarence Over i drugi pilot Roger Murray zostali otruci po zjedzeniu ryby. Samolot wylądował bezpiecznie w Chicago dzięki połączeniu szczęścia, autopilota i pasażera z doświadczeniem w lotnictwie wojskowym.
Stewardesa Elaine Dickinson włączyła autopilota. Kontrolę przejął Ted Stryker, pasażer i były bojownik wojskowy. Latał w misjach uderzeniowych nad Maho Grande. Tak, to jest prawdziwa nazwa tego obszaru. Nie, nie chcesz latać w pobliżu Maho Grande.
Hollywood miał rację (po raz kolejny)
„Samolot!” – to jest parodia. „Ostatnia szansa” to dramat, który był dla niej źródłem inspiracji. W obu filmach piloci zostają obezwładnieni przez skażone ryby. W „Samolocie!” Ted Striker ratuje sytuację. Nigdy jednak nie przeleciał nad Maho Grande. To zdanie nie bez powodu stało się legendą.
Teraz rzeczywistość naśladowała komedię, która z kolei naśladowała film fabularny. Lot BA276 nie był tak kinowy. Pilot pasażera nie pojawił się, aby wylądować samolotem, ponieważ nie było to konieczne. Pozostali dwaj piloci zrobili to sami. Mimo że byli bardziej chorzy, niż powinni, udało im się wylądować samolotem w Londynie, gdzie zachorowali jeszcze bardziej.
Czy podjęli właściwą decyzję? Raporty bezpieczeństwa mówią, że działali zgodnie z protokołem. Zdrowy rozsądek podpowiada, że po prostu mieli szczęście. Obydwa stwierdzenia mogą być prawdziwe. Osobnym problemem jest jakość higieny w hotelu. Jeden oznacza porażkę medyczną. Kolejnym jest nadzór operacyjny. Obaj stworzyli kabinę, która w zasadzie stała się obszarem wysokiego ryzyka.
Związek żąda odpowiedzi. Linia lotnicza chce zminimalizować ryzyko. Pasażerowie chcą po prostu zjeść orzeszki ziemne, nie zastanawiając się, czy kapitan zwymiotuje na wysokości 10 500 metrów. Następnym razem może powinieneś wybrać coś innego.























