Podróże lotnicze stały się dziwnym polem postaw moralnych. Zazwyczaj nagłówki przechylają się w drugą stronę. Ojciec domaga się miejsca w klasie biznes, a matka i dzieci zostają zepchnięte do klasy ekonomicznej. Krytycy krzyczą, zwolennicy szepczą o ulepszeniach lub imperatywach biznesowych.
Tym razem jest odwrotnie.
Ojciec siedział w klasie ekonomicznej, a córki w klasie biznes. Naturalnym postępem była jego próba zamiany miejsc z przypadkowym pasażerem, który zajął już miejsce w przedziale premium. Zaproponował, aby opuścił swoje miejsce w klasie ekonomicznej, aby zająć się dziećmi siedzącymi w strefie premium, a nieznajomy musi się przesunąć.
Logika nie tylko się tu potyka; spada przez pęknięcia w podłodze.
Tania gospodarka
Przyjrzyjmy się mechanice tego rozwiązania. Zapłacił za nic. Kupiłem jeden bilet i wtedy postawiłem na litość współpasażerów. To klasyczny cios od dołu, przeznaczony dla naiwnych.
Najprawdopodobniej liczył na to, że znajdzie pasażera, który zgodzi się zmienić miejsce, żeby być bliżej dzieci.
Czy to lekcja życia, czy po prostu złe zarządzanie zasobami? Jeśli naprawdę wierzył, że jego córki powinny podróżować do klasy biznes, dlaczego by za to nie zapłacić? Jeśli jedyną barierą były koszty, po co całkowicie rozdzielać rodzinę? Alternatywa była prosta: zaoferuj swoje płatne miejsce w klasie ekonomicznej sąsiadom z rzędu. Wszyscy siedzą razem, a dopłata pozostaje zerowa.
Nie wybrał tej ścieżki.
Wychowywać „solidne” dzieci czy je rozpieszczać?
Niektórzy twierdzą, że to oddzielenie jest zamierzone. Nazywają to budowaniem charakteru. Pozwolić dzieciom latać wygodnie, podczas gdy rodzice cierpią w tylnych rzędach? Narracja sugeruje, że zapobiega to poczuciu, że się należy. Że dzieci muszą cierpieć na końcu samolotu, aby nie stać się zbyt stłoczonymi w pierwszych rzędach.
Nie zgadzam się.
Przez dziesięciolecia martwiliśmy się, że dajemy naszym dzieciom za dużo. Ten komfort sprawia, że są leniwi. Pamiętamy historie o trudach dzieciństwa. Kemping bez udogodnień. Długie drogi bez przekąsek. Uważamy, że wzmacnia wolę.
Ale rozłąka z rodziną na sześć godzin nie hartuje. To lęk separacyjny, który czeka, aż się wydarzy.
Rok temu legendy branży, takie jak Ace Greenberg z Bear Stearns, szukały „PSD”. – Biedny, mądry, pożądanie (biedny, mądry, ambitny). Wierzyli, że bieda rodzi ambicje. Że jeśli dasz im wszystko, zabierzesz im głód życia.
W tych aspiracjach jest trochę prawdy. Potrzebujesz dzieci, które chcą przejąć kontrolę nad swoim życiem. Nie chcesz, żeby byli uzależnieni od wypłaty, żeby przeżyć. Wolność popełniania błędów jest konieczna. Chcesz, żeby byli odważni.
Istnieje jednak granica pomiędzy wspieraniem wolności a tworzeniem dystansu emocjonalnego. Latanie w różnych częściach samolotu nie sprzyja temu pragnieniu. To po prostu niezręczne.
Kwestia pamięci
Wyobraź sobie, że masz osiemdziesiąt lat. Siedzisz w kuchni. A może w domu opieki. Patrzysz wstecz.
Czy pamiętasz specyfikę tapicerki siedzeń w klasie ekonomicznej? Nie.
Czy będziesz pamiętać ciszę w kabinie klasy biznes, gdy Twoje dzieci siedziały same? Może.
Czy będziesz żałował, że skupiłeś się na swojej pracy, podczas gdy oni byli znudzeni, zmęczeni i nieszczęśliwi w ciasnej kabinie nad twoją głową? A może będziesz żałował, że spędziłeś ten czas w separacji metalem i zmianami ciśnienia, zamiast po prostu być ojcem?
Trudno powiedzieć na pewno.
Dla małych dzieci separacja nie jest lekcją odporności. To po prostu zamieszanie. Widzą błyszczące siedzenia. Dostają przekąski. Rozglądają się. Rodziców nie ma w pobliżu. Stewardesa spogląda w dół, uprzejmie, ale z dystansem.
A co z nastolatkami? Być może tylny rząd będzie im odpowiadał. Potrafią ocenić odległość.
Najwyższa forma hipokryzji
Najbardziej zaskakuje mnie nie sam podział. Próbuję zdobyć wszystko na raz.
Rodzice chcą posłać swoje dzieci dalej, bo uważają to za poprawę. Albo chcą ich tam wysłać, bo to nagroda. Ale zostają, żeby „mieć oko”. Albo, co gorsza, „kontrolować”.
Jeśli naprawdę wierzyli, że kabina premium jest lepsza dla komfortu dzieci, dlaczego znosili hałas i niedogodności klasy ekonomicznej?
Jeśli uważają, że klasa ekonomiczna jest najlepsza do kształtowania charakteru, dlaczego wysyłają swoje dzieci do przodu?
Być może rodzice zakładali, że stewardessy będą pełnić rolę niani w klasie biznes. Mniejszy salon. Mniej zakłóceń. Więcej uwagi każdemu dziecku. To oczywiście założenie. Ale to także przyznanie się do porażki. Kupili mandaty nie po to, żeby na nie patrzeć, ale żeby zlecić nadzór profesjonaliście, na którego utrzymanie nie było ich stać, w nadziei, że zyskają darmową przepustkę do odpowiedzialności.
To bałagan. To nieuczciwe wobec innych pasażerów. I szczerze mówiąc, zupełnie mija się to z celem wspólnego podróżowania.
























