Długa droga do domu
Siedemnaście godzin w powietrzu. To nie jest literówka. Zwykły czas lotu z Dubaju do Miami wynosi 15 godzin i 47 minut, z błędem od jednej do dwóch minut. Sobotni lot Emirates nr 213 wydłużył ten czas aż o 20 minut. Tylko w samym locie.
Sytuacji nie pomogła pogoda.
W Miami padał deszcz. Nie tylko burza, ale powódź. Potężny, poziomy i tak silny, że powodował turbulencje związane z uskokiem wiatru. To samo atmosferyczne zamieszanie, które powoduje, że piloci moczą swoje kombinezony od potu.
Plan przewidywał lądowanie na pasie nr 9. Boeing 777 zniżał się, wypuszczając podwozie i klapy. Następnie załoga odwołała podejście. Odmowa wejścia na pokład. Słaba widoczność, porywisty wiatr i cała reszta.
„Pozostało nam niewiele paliwa” – usłyszano dyspozytorów po odwołaniu pierwszego lądowania.
Nie był to jeszcze stan nadzwyczajny. Na razie. To było grzeczne ostrzeżenie. Możemy usiąść, ale tylko pod warunkiem, że dadzą nam Państwo teraz wyraźną możliwość. Nie każ nam czekać. Nie zawracaj nam głowy. Jeśli nas opóźnisz, wykorzystamy zapas paliwa, który powinien być zarezerwowany właśnie na takie chwile.
Kontroler zasugerował pas startowy 12. Być może była bliżej spokojnej strony burzy. Załoga zgodziła się. Teraz oni wzięli udział w tej grze.
Drugi raz nie przynosi szczęścia
Ustawili się na pasie startowym 12. Ale pas nie był wolny. Drugi samolot jeszcze jej nie opuścił. Wieża kontrolna spojrzała na zbliżającego się giganta i nakazała przerwanie drugiego lądowania.
To był ten moment, kiedy zaczęli się wspinać.
To był punkt zwrotny. Margines bezpieczeństwa wyparował. Jedno wysłanie na okrążenie sprowadza paliwo do minimalnego poziomu. Dwie depesze zamieniają sytuację w czerwony alarm. Piloci ogłosili Mayday (awaria). Niskie paliwo. Już teraz.
Aktywowany został priorytetowy tryb serwisowy. Kontrolerzy oczyścili przestrzeń powietrzną innych samolotów. Podczas trzeciej próby samolot Emirates Flight 213 wylądował na pasie startowym 12 w Miami.
Co oznacza „dzień majowy”?
Wyjaśnijmy sobie jedną rzecz. Ogłoszenie „Mayday” z powodu braku paliwa nie oznacza, że silniki zieją dymem i ogniem. Nie oznacza to również, że samolot leci na zasadzie bezwładności, jak szybowiec.
Oznacza to, że paliwo pozostałe po wylądowaniu będzie mniejsze niż rezerwa ostateczna. Zazwyczaj rezerwa ta wynosi 30 minut lotu na wysokości oczekiwania (1500 stóp) nad miejscem docelowym. W niektórych miejscach potrzeba 45 minut. Paliwo to jest przeznaczone wyłącznie do stosowania w sytuacjach siły wyższej. Jeśli wydasz je na dojazd na lotnisko, naruszysz strefę buforową.
Czy mieli dość paliwa, aby polecieć do Fort Lauderdale?
Ledwie. Kiedy po raz pierwszy przekroczyli lądowanie na pasie startowym 9, Fort Lauderdale mógł być realną opcją. Ale kiedy zaakceptowali zmianę pasa i ogłosili minimalną ilość pozostałego paliwa? Okno możliwości zamykało się. Do czasu odwołania lądowania po raz drugi zmiana lotniska oznaczałaby spalanie jeszcze większej ilości paliwa na nowych wysokościach, radzenie sobie z nieprzewidywalną pogodą i korkami na innym lotnisku. To już nie wchodziło w grę. To była walka o przetrwanie.
Gdzie wystąpił problem
Wina jest trudna do ustalenia. Nikt nie popełnił błędu przy obliczaniu ładunku paliwa. Długi sektor, zła pogoda, dwie podróże w obie strony? To szybko wypala rezerwę. Linie lotnicze zarabiają na przewożeniu dodatkowego paliwa na wypadek takiego koszmaru. Technicznie rzecz biorąc, prawdopodobnie mieli jeszcze niewielki zapas. Ale wyczucie czasu było bezlitosne.
Załoga zachowała się prawidłowo. Anulować lądowanie z powodu burzy? Mądra decyzja. Sprawdź opcje lotu? Protokół. Ogłosić minimalny bilans paliwa, gdy zawiedzie pierwsza opcja? Niezbędny. Ogłosić Mayday, gdy drugie opóźnienie zepchnie ich w otchłań? Pozostał tylko ruch.
Gdzie więc jest pęknięcie w fundamencie?
Ochrona pasa startowego. Po tym jak pilot powie: „Pozostaliśmy minimalną ilość paliwa”, system musi usunąć wszystkie przeszkody. Samolot zaparkowany na pasie startowym przed nimi spowodował dokładnie takie opóźnienie, które zamieniło krytyczne paliwo w awarię. Wieża postąpiła słusznie, nakazując odwołanie lądowania. Bezpieczeństwo jest najważniejsze. Zawsze.
Jest to jednak zderzenie procedury i fizyki. Wieża nie może pozostawić otwartego zablokowanego pasa. Samolot nie może zawisnąć w pustce. I tak w ciągu tych kilku przerażających sekund między odwołaniem drugiego podejścia a ogłoszeniem Mayday samolot wart miliard dolarów tańczył na krawędzi ciemności.
Nikt nie wie, czy trochę więcej dodatkowego paliwa umożliwiłoby bardziej miękkie lądowanie. Prawdopodobnie tak. Prawdopodobnie nie. Ale oto jesteśmy, samolot wylądował, a następny lot i tak będzie zarejestrowany. ✈️
























